Z radością pragniemy donieść, że trójka naszych pracowników 16 kwietnia 2010 skitourowo zdobyła najwyższy szczyt Alp – Mont Blanc. Grupa w składzie Piotr Krygowski, Bartłomiej Chwistek i Jan Korlatowicz prowadziła działalność w Alpach (rejon Chamonix) od 11 do 17 kwietnia 2010 r.
A oto krótka relacja:
W poniedziałek 12 kwietnia ruszyliśmy na Aiguille du Midi (3842 m) skąd zjechaliśmy na Col du Midi (3532 m). Tam też na następne trzy dni stanął nasz mały obóz będący miejscem wypadowym na wycieczkę w kierunku przełęczy Helbronner oraz zjazd lodowcem Mer de Glace. Na nasze szczęście prognozy pogody kompletnie się nie sprawdziły i zapowiadane intensywne opady oraz pełne zachmurzenie zamieniło się na bez mała tygodniowy okres pięknej pogody. Idealne warunki śniegowe pozwoliły na wycieczki aklimatyzacyjne w rejonie lodowca Mer de Glace oraz Col du Midi. Szczeliny lodowców przykryte odpowiednią warstwą śniegu nie nastręczały problemów nie wykluczając oczywiście potrzeby wiązania się na pewnych odcinkach. Wieczorami niskie temperatury szybko wyganiały nas do namiotu zamykając szczelnie w ciepłych śpiworach – temperatury nocne dochodziły do -20 stopni. W środę 14 kwietnia zjechaliśmy lodowcem Mer de Glace do stacji kolejki Montenvers. Przepiękny, bardzo długi zjazd w cudownej scenerii Alpejskich szczytów. I tu znów idealny śnieg pozwolił bezproblemowo dojechać do kolejki skąd zjechaliśmy do samego Chamonix.
Szybki przepak, kolacja a także upragniony prysznic i do spania. Zachęceni dobrymi prognozami na piątek i sobotę, w czwartek 15 kwietnia przed południem wyjeżdżamy na Plain d’Aiguille skąd ruszamy do schroniska les Grands Mulets (3051 m). Popołudniowe załamanie pogody – jedyne podczas całego wyjazdu – zwalnia nas znacząco. Przejście przez mocno uszczeliniony lodowiec Bossons w warunkach gęstej mgły i intensywnego opadu śniegu okazuje ciekawym przeżyciem :) Do schroniska dochodzimy około godziny 18. W schronisku spotkaliśmy około siedmiu ekip planujących wyjść w nocy w kierunku szczytu Mont Blanc. Całe schronisko zasypia już około 21 mając na uwadze pobudkę, która nastąpiła o godzinie 1. Ze schroniska wychodzimy około godziny 2. Po załamaniu pogody nie ma śladu – w dole rozświetlone Chamonix, a nad nami niebo pełne gwiazd i ani jednej chmurki. Do Grandes Montees (około 3800 m) pogoda jest prawie bezwietrzna, ale niestety po minięciu wspomnianego Montees zaczyna mocno wiać i już w rejonie Goutera ubieramy ciepłe puchówki i kontynuujemy podejście. W schronie Vallot (gdzie zostawiamy narty) (4362 m) po szybkim posiłku rozpoczynamy podejście – tym razem już w rakach oraz związani liną. Coraz mocniejszy wiatr nie pozwala cieszyć się słońcem. Około godziny 11 osiągamy szczyt gdzie jeden z przewodników francuskich odczytuje na zegarku temperaturę -27 stopni – przy panującym wietrze odczuwalna temperatura wynosiła dużo poniżej -30 stopni.
Kilka szybkich zdjęć i zaczynamy zejście. Przed 13 dochodzimy do Vallot’a gdzie gotujemy mały obiad i po 13 zaczynamy zjazd – byle by szybciej na dół, cieplej. Cudowny śnieg i ustający wiatr pozwala zapomnieć o zimnie. Trzeba jednak uważać – szczeliny pojawiają się co kawałek. Po chwili jesteśmy już poniżej schroniska les Grands Mulets. Szlakiem z poprzedniego dnia wracamy na Plain d’Aiguille. Spóźnieni na ostatnią kolejkę zjeżdżamy szeregiem polan do wysokości około 1300 m. W Chamonix jesteśmy przed godziną 20, skąd wracamy na camping i dość szybko idziemy spać ;) Kolejny dzień to mała wycieczka do centrum i powrót do Polski. Niezmiennie, aż do Polski towarzyszy nam ta sama cudowna pogoda…
Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy wspierali nas przed wyjazdem oraz podczas jego trwania, a także za to, że możliwe było abyśmy pojechali w Alpy właśnie w takiej ekipie.
Jan Korlatowicz
Sprzęt udostępniony nam na wyjazd przez firmę Raven Outdoor- głównego agenta w Polsce firmy Black Diamond – sprawdził się wyśmienicie!

